Na Tadeusze
Okolicznościowy utworek na imieniny dwóch Tadeuszów. Ten pierwszy, to nieodżałowany śp. Tadziu Jurkowski; ten drugi, to Tadek Plewa, kolega ze studiów (i nie tylko).
Pewien Tadeusz,z miasta Tarnowa,
ogromnie lubił
panny całować.
Szczególnie lubił
pieścić Małgosię,
chociaż mu często
grała na nosie.
Na fujareczce
on jej zaś grywał,
po czym lubieżnie
się oblizywał.
Znów inny Tadek,
z Krościenka kasik,
ogromnie przypadł
do gustu Basi.
Tak jej przypadał
w piątek i wtorek,
aż mu się z tego
zapalił worek.
Płomień był wielki,
aż po gór szczyty,
tam, gdzie miłości
skarb był ukryty.
Tak się zdarzyło,
bo Tadeusze,
choć zapalczywi,
to chłopy-dusze.
Gdy o nich myślę,
zawsze się wzruszę.
A jak się wzruszę,
napić się muszę.
Napić się muszę,
przedniego wina.
Bo dobre wino
jest jak dziewczyna.
Jak cukier słodkie,
jak cierpkie ziele.
Jak Tadeusze,
nam przyjaciele.
Bolechowice, 28.10.2002