12.03.2025/na tarasie

jan marek 43 lata zamieszkały w
żonę marię i piotrka i lenę
nikt nic nie wiedział nie widział
wokół niewielką miał scenę

dobrze spłonął drewniany dom
potem jan w sznur dał szyję
pamięć o nim nie spłonie dobrze
cierpienie rodziny już niczyje

na balkonie w jesiennym deszczu
moknie piotrka miś nieboraczek
zimno mu drży pluszowe ciałko
odziane w niebieski kubraczek

na tarasie wciąż wisi pranie
w gościnnym zastawa gotowa
w przedpokoju znoszone buty
tylko tę pamięć gdzie schować

daj nam panie trochę czasu
byśmy na zawsze to wszystko
pięknie zapomnieli
v lecz za mnie przelana ta krew
za mnie…