Dwa (z kilku) wierszy o mojej Babci. Wiele jej zawdzięczam.
14.07.1985
i cóż że z okna autobusu
do bólu wytężam oczy
przecież babka nie zapyta
czy duża woda na wiśle
i cóż że z potu ocierając czoło
uważnie liczę snopy pszenicy
przecież babka nie zapyta
ile postawiliśmy babek
pójdę na cmentarz
rzucę grudkę ziemi
babciu
wisła wylała
a pszenicę
powalił grad
1.12.1992
parasol
wyrywa mi się z ręki
pewnie chce
odlecieć do ciepłych krajów
stado potarganych gawronów
chroni pod drzewem
przemoczone futra
jestem tak daleko
od wzgórza gdzie jesteś
nie zdążę dzisiaj
na twój grób
nie spadnie
kropla wosku z mojej świeczki
lecz leż spokojnie
najważniejsze
by dobrze wypoczęły
twoje chore nogi